O Grojcu słów kilka
  • O Grojcu można by rzec: "wieś spokojna, szczęśliwa i urokliwa". Otoczona zewsząd stawami. W środku wioski malowniczy zabytkowy, drewniany kościółek w otoczeniu parkowej zieleni, a...więcej
Galerie
Ciekawostki
Jesteś tutaj >> Nasz Grojec>> Historia>> Trzy legendy

Trzy legendy

LEGENDA O DIABLE  Z ROLI

Na stawach królowały diabły. Nie zawsze jednak przeszkadzały gospodarzom.  Bywało i tak że były pomocne. Podobno w Grojcu mieszkał kiedyś chłop, który przechwalał się , że z diabłem trawę kosił. Mieszkał on z nim razem na gospodarstwie. Chłop wybudował dla niego nawet budę, żeby miał się gdzie schować przed deszczem.  Pewnego razu chłop postanowił zniszczyć domek diabła, bo chciał ziemię  pod nim uprawiać.  Czart rozgniewał się przez to niemiłosiernie.  Biedny chłop nie mógł spokojnie przez to ziemi uprawiać. A to mu zniszczyło coś plony, to woda zalała. Wezwał innych chłopów, aby wspólnie wywieźli deski pozostałe z domu diabła. Dziesięć chłopów przyjechało wozem, deski zapakowali  i ruszyli w górę. Rolnik, który zerwał pakt, całą drogę użalał się, że diabeł ściąga go z wozu. Nikt poza nim stworzenia nie widział. W pewnej chwili konie stanęły dęba a biedny chłop zrzucony z wozu wpadł w kałużę pełną błota.  Legenda głosi że od tego czasu diablisko, już z młodymi diablątkami, zamieszkało pod mostkiem nieopodal karczmy i każdy chłop musiał dać coś dla małych, żeby tędy przejść. Jeśli nie dał myta dla diabląt, został omamiony i nie mógł przez kilka dni trafić do domu. Z czasem kobiety zaczęły podejrzewać , że żadnego diabła nie ma . Chłopy pieniądze w karczmie przepijają, a nie dają diablątkom.  Kiedy błądzili to nie przez omamienie, ale przez to , że po pijanemu nie mogli trafić do domu.

LEGENDA O MŁYNIE I WIOSCE

Setki a nawt tysiące lat temu na Górze Grojeckiej była niewielka osada. Mieszkańcy tej wioski żyli szczęśliwie do czasu , kiedy przyszła straszna zaraza.  W ciągu kilku dni  zmarli wszyscy osadnicy. Ich wioskę zasypano i na samej górze postawiono krzyż. Nieopodal tej wioski stoi młyn.

   Dziesiątki lat po zarazie w młynie zamieszkała zamożna rodzina. Państwo mieli służące i gospodarzy. Jedno tylko nie dawało im spokoju. Nikt nie mógł czerpać wody ze studni po północy. Legenda głosi, że każdy kto tego spróbował , przez dobrych kilka godzin nie mógł odejść od studni.

 Kiedy wybiła dwunasta, dzwony w kościele zasypanej wioski odzywały się w studni i ogłuszały tych,  którzy wodę chcieli pobrać.  Podobno kobiety oczarowane piękną melodią potrafiły aż do rana stać nad krawędzią studni. Co ciekawe, w Grojcu znajdują się trzy krzyże otaczające ścisłe centrum wsi. Historie przekazywane z pokolenia na pokolenie i legendy, które znają jedynie najsarsi mieszkańcy, mówią o wielu przypadkach zarazy w Grojcu. Podobno każdy z krzyży stoi w miejscu dawnego cmentarzyska zmarłych na zarazę.  Dawno temu nikt nie mógł wybudować domu w takim  miejscu.  Robotnicy, murarze czy właściciele wznoszonych domów ginęli w  tragicznych okolicznościach. Centrum Grojca zostało otoczone krzyżami żeby chronić pałac i jego mieszkańców od przedostania się zarazy do wsi.

LEGENDA O JAŚNIE PANNIE

W pałacu w Grojcu mieszkała księżna i jej siostra. Dziewczyna długo nie mogła wyjść za mąż. Żaden kandydat nie był wystarczająco bogaty, ani przystojny, aby zasłużyć na rękę  dziedziczki. Jaśnie panienka w końcu doczekała się swojego ukochanego. Został nim pułkownik z Krakowa, który na randki przyjeżdżał na koniu. Zakochani mieli przed sobą świetlaną przyszłość. Jednak w czasie ich narzeczeństwa księżna popadła w kłopoty finansowe. Prowadziła bój z mieszkańcami Puścin o ziemię. Aby podratować sytuację, postanowiła sprzedać ziemie na Adolfinie. Ta z kolei należała do  młodszej siostry i miała być wianem na jej weselu. Gdy pułkownik dowiedział się, że jego narzeczona nie ma żadnego majątku, zostawił ją bez słowa. Dziewczyna w rozpaczy odebrała sobie życie w pałacowych komnatach. Mieszkańcy wsi nie wiedzieli jednak o samobójstwie. Księżna powiedziała, że zmarła na „chorobę”. Co ciekawe, dwie służące, które były świadkami dramatycznych wydarzeń, zmarły dwa tygodnie później. Pogrzeb jaśnie panienki odbył się w kościele, mimo, że samobójcy nie mogli liczyć na taki przywilej. Ksiądz w zamian za to dostał konia. Kłamstwo jednak prędko ujrzało światło dzienne, bo ksiądz nie mógł okiełznać konia. Legenda głosi, że jaśnie panienka każdego roku pojawia się w oknach pałacu dokładnie w datę swojej śmierci w nocy z 23 na 24 listopada wyczekując ukochanego.

                                                                                  Tekst pochodzi z „Gazety Krakowskiej”

Opracowała: Sylwia Krasoń

Copyright © 2013 Projekt i program Interhead.pl
Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce Cookies.